środa, 8 kwietnia 2020

Domowy zakwas na żurek.

Dzisiaj bez długich tekstów i rozpisywania się. Jeśli mimo wszystko robicie w małym, domowym gronie chociaż namiastkę Świąt Wielkanocnych to myślę, że domowy żurek jest obowiązkowy. Pewnie macie trochę wolnego czasu, więc zamiast stać w kolejce i kupować gotowy zakwas w butelce to śmiało możecie wstawić swój i codziennie go doglądać. A, że jest to ostatni moment to łapcie przepis :)
ZAKWAS NA ŻUREK
5 łyżek mąki żytniej razowej
700 ml przegotowanej, lekko ciepłej wody
5 listków laurowych
5 ziarenek ziela angielskiego
5 ząbków czosnku (lekko zmiażdżone, w łupinie)
5 ziarenek pieprzu

Do wyparzonego, wysuszonego słoika wsypujemy mąkę i wrzucamy resztę składników. Wlewamy połowę wody (przegotowana, przestudzona, jeszcze lekko ciepła) i dokładnie mieszamy. Wlewamy resztę wody, mieszamy. 

Przykrywamy słoik ściereczką, zabezpieczamy sznurkiem lub gumką. Odstawiamy w suche, nienasłonecznione miejsce. 

Codziennie mieszamy i przykrywamy z powrotem. Zakwas powinien być gotowy po około 3-5 dniach. Można codziennie próbować i porównywać kwasowość.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Pierogi z wędzonym twarogiem i kaszą gryczaną

Pierogi, pierogi. Chyba nie znam ani jednej osoby, która otwarcie by mówiła że ich nie lubi. To chyba niemożliwe, prawda? A ile znacie osób, które z entuzjazmem podchodzą do robienia owych? Ile mam nie krzywi się na słowo "pierogi"? Obstawiam, że niewiele.

Tak szczerze to nawet nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam pierogi. Dla mnie to za dużo zamieszania, czasu pracy. A robienie ich w pojedynkę to utrapienie. Dlatego nie robię ich sama, ale chętnie jem, gdy mam tylko okazję.

Obecnie cierpię na namiar wolnego czasu, jednoczenie wcale go nie pragnąc i jedyne o czym marzę to wrócić do pracy. Wiem, że nie ja jedyna i doskonale wiecie o co mi chodzi. ALE. Pięć sezonów Breaking Bad zleciało coś podejrzanie za szybko, a nie da się spędzić całego kolejnego dnia grając w Wiedźmina bo można dostać odleżyn (odsiedzin?). Mieszkanie też już wysprzątane i to kilka razy, a przecież nawet świąt w tym roku nie będzie, żeby warto było umyć okna dla Jezusa. Tak więc padło na pierogi. Moje ulubione to pierogi mojej mamy (no oczywiście!) z kaszą gryczaną i twarogiem. Co ciekawe dopiero mieszkając już w Warszawie dowiedziałam się, że podobno nazywają się one pierogami Po Lubelsku. Co by się nawet zgadzało, bo przecież pochodzę z Lublina. Tutaj natomiast mamy mały twist ode mnie w postaci twarogu wędzonego. Nie sądziłam, że te pierogi mogą być jeszcze lepsze niż kiedyś, a jednak chyba się udało!
PIEROGI Z KASZĄ GRYCZANĄ I TWAROGIEM
Słuchajcie. Z ciastem na pierogi jest taka sprawa, że i tak zawsze robi się je na oko. Wiem, nienawidzicie zwrotu "na oko" i wcale Wam się nie dziwię, bo gdy sama stawiałam pierwsze samodzielne kroki w kuchni, oczywiście wisząc na telefonie z mamą w roli konsultanta, i ona właśnie uwielbiała mówić "na oko", w sumie to prawie na każde pytanie tak odpowiadała, a ja miałam ochotę ją udusić, albo rzucić to gotowanie w pizdu. Na szczęście nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego. Wszyscy tak robią, taki jest niezaprzeczalny fakt. Trochę mąki, trochę wrzącej wody, odrobina tłuszczu i soli i zagniatamy aż do upragnionej konsystencji, kiedy to ciasto będzie elastyczne, nie będzie się kleić do rąk, ani też nie będzie za twarde, żeby dało się je rozwałkować. No ale jeśli nigdy wcześniej nie robiliście pierogów to dam wam taki wstępny przepis. Zawsze i tak trzeba dodać trochę mąki albo wody bo w zależności od wielu różnych czynników (np mąka, wilgotność i temperatura powietrza) ciasto i tak nigdy nie będzie dwa razy takie samo. Poza tym jest też wiele różnych sposobów i modyfikacji. Jedni dodają jajko, inni nie. Jedni wolą olej, a inni masło. A z kolei sekretem mojej teściowej jest dodanie odrobiny proszku do pieczenia.

ciasto:
500g mąki pszennej
250ml wrzącej wody
30g oleju lub masła
1 łyżeczka soli


Do dużej miski wsypujemy mąkę i sól. Jeśli używamy masła to rozpuszczamy je we wrzącej wodzie lub do wody dodajemy olej. Mieszamy wszystkie składniki najpierw łyżką lub szpatułką, później już ręką zagniatamy w misce, a następnie przekładamy na blat oprószony mąką i wyrabiamy przez kilka minut. Zawijamy ciasto w folię i odstawiamy na około pół godziny. W między czasie zagotowujemy sobie wodę w dużym garnku.

Ciasto dzielimy na kilka części, rozwałkowujemy - grubość jest dowolna, jedni wolą grubsze ciasto, a inni tak cieniutkie, że aż prześwituje przez nie farsz. Wykrajamy kółka - u mnie w domu zawsze robiło się to szklanką, zresztą pewnie jak praktycznie u każdego. Na tym etapie lubię zrobić jednego pierożka, ugotować go (porządnie solimy wodę!) I sprawdzić - czy ciasto jest dobre, czy farsz nie wymaga jakiegoś doprawienia, ogólnie czy są tak pyszne, jak miały być). Jeśli wszystko jest okej to teraz czeka nas już tylko żmudna robota na pewnie więcej niż jedną godzinę.

Ogólnie pierogi to świetna rzecz do robienia w gronie rodzinnym lub przyjaciół. "Produkcja taśmowa" jest najskuteczniejsza i na pewno najprzyjemniejsza. Ktoś wałkuje i wykraja, ktoś zawija, ktoś gotuje. W przeciwnym razie grozi nam dużo niecenzuralnych słów i zaklinanie się, że nigdy więcej już tych przeklętych pierogów!


farsz:

Nie wiem czy mieliście do czynienia z pierogami po Lubelsku, ale przypominam, że to mój najulubienszy farsz pod słońcem, więc nawet jeśli brzmi dla was nieco dziwnie to musi coś w nim być :)

200g kaszy gryczanej
250g twarogu wędzonego solankowanego
100g boczku wędzonego parzonego (boczek)
1 duża cebula
Sól
Pieprz

Kaszę gotujemy w osolonej wodzie w stosunku 1:2 plus dolewamy odrobinę wody bo kasza wyjątkowo ma nie być sypka tylko taka kleista i nawet może być trochę rozgotowana. Przestudzoną kaszę mieszamy z twarogiem. Możemy sobie pomóc nieco tłuczkiem do ziemniaków albo dużą łyżką żeby składniki się ładnie połączyły. Boczek kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na patelni. Pod koniec smażenia dodajemy drobno posiekaną cebulkę i smażymy razem aż się zeszkli. Po przestudzeniu dodajemy do reszty, dodajemy sporo mielonego pieprzu i dosalamy (farsz powinien być na granicy słoności/delikatnie przesolony) i dokładnie wszystko mieszamy. Boczek jest opcjonalny, w domu rodzinnym zawsze były w wersji wege i też były przepyszne :)

czwartek, 2 kwietnia 2020

Wegański orzechowy budyń jaglany.

Dzisiaj mam przepis dla tych, którzy uwielbiają słodkie śniadania. Nie da się ukryć, że owocowe, kolorowe śniadania pozytywnie nastrajają na dalszą część dnia. Co więcej - nie trzeba być fanem kaszy jaglanej żeby  sprzyjemnością spałaszować ten budyń, który  może być pożywnym śniadaniem lub pysznym, zdrowym deserem.
ORZECHOWY BUDYŃ JAGLANY
50 g kaszy jaglanej (130 g ugotowanej)
200 ml "mleka" roślinnego (lub zwykłego)
1,5 łyżka erytrolu
1 łyżeczka masła orzechowego
Ekstrakt waniliowy


Kaszę gotujemy w wodzie w stosunku 1:2. ja zazwyczaj gotuje sobie więcej i trzymam w lodówce w pudełku, żebym nie musiała gotować na szybko.
Gotujemy kaszę w mleku (ja użyłam ryżowego) z erytrolem (lub cukrem czy innym słodzidłem), ekstraktem waniliowym i masłem orzechowym przez około 10 minut na małym ogniu. Mieszamy co jakiś czas, uważamy by nie wykipiało. Dokładnie blendujemy. Przekładamy do miseczki. Dodajemy ulubione owoce i bakalie. U mnie: prażone płatki kokosowe, orzechy włoskie, pół banana, pół kiwi i odrobina pestek granata.

wtorek, 31 marca 2020

Dietetyczne placki z owsianki.

Wiem, że często to powtarzam. Bardzo często kolejny eksperyment przyćmiewa poprzednie przepisy. Ale powiem Wam szczerze - te placki to totalna petarda! Są wilgotne, konkretne, kremowe w smaku. Minus jest taki, że nie są to najszybsze placki w przygotowaniu oraz to, że są dosyć delikatne i trzeba się z nimi ostrożnie obchodzić na patelni. Więc potrzebna jest dobra patelnia, mały ogień i szczypta cierpliwości. Ale warto! Oj, jak bardzo warto!
PLACKI Z OWSIANKI
przepis na jedną porcję (6-7 szt)
25 g płatków owsianych górskich
25 g otrębów owsianych
100 g mleka
1,5 łyżki erytrolu
1 jajko
1 łyżeczka mąki pszennej
1 łyżeczka odżywki białkowej
(lub po prostu druga łyżeczka mąki)
1/2 banana
1 łyżka borówek

Płatki i otręby zalewamy mlekiem, zagotowujemy i gotujemy około 5 minut. Wyłączamy gaz, dodajmy erytrol lub inne "słodzidło" i zostawiamy pod przykryciem na 10 minut. Odstawiamy do wystudzenia. Dodajemy jajko, mąkę i odżywkę białkową. Wszystko dokładnie mieszamy. Smażymy bez pośpiechu na patelni, na bardzo małym gazie, można nawet pod przykrywką. Podajemy z połówką banana i łyżką borówek.

czwartek, 12 września 2019

Dzienny jadłospis XII /dieta redukcja odchudzanie

Po bardzo długiej przerwie próbuje wrócić do właściwe tory żywieniowe. Jak wiadomo, trzymanie michy to podstawa, odpowiednia dieta to jakieś 70% sukcesu. Powtarzam od zawsze, że musi być i zdrowo, i smacznie, i ładnie. Pochwalę się zatem wczorajszym jadłospisem - byłam najedzona, było smacznie i "czysto". Tym razem podaję Wam wszystkie posiłki z kalorycznością i wartościami odżywczymi - żeby było już totalnie prawilnie :) Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie w komentarzach. A jeśli chcecie więcej takich postów - dajcie znak :)
 Jajka sadzone z boczkiem i pomidorami (434 kcal, B: 29,6 T: 31,8 W: 8,7).
 Placki z borówkami (325 kcal, B:16,6 T: 11,5 W: 44,8).
 Indyk z ryżem basmati i warzywami (310 kcal, B: 30 T: 1,6 W: 44,3).
 Sałatka z indykiem, awokado i jajkiem w koszulce (253 kcal, B: 18,9 T: 17,3 W: 6,6).
Burger wołowy z fasolką szparagową i mini sałatką z rukoli (414 kcal, B: 2l6,4 T: 26,7 W: 17,3).

Podsumowując: 1737 kcal B:121,5 T: 88,9 W: 121,7.