Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Pierogi z wędzonym twarogiem i kaszą gryczaną

Pierogi, pierogi. Chyba nie znam ani jednej osoby, która otwarcie by mówiła że ich nie lubi. To chyba niemożliwe, prawda? A ile znacie osób, które z entuzjazmem podchodzą do robienia owych? Ile mam nie krzywi się na słowo "pierogi"? Obstawiam, że niewiele.

Tak szczerze to nawet nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam pierogi. Dla mnie to za dużo zamieszania, czasu pracy. A robienie ich w pojedynkę to utrapienie. Dlatego nie robię ich sama, ale chętnie jem, gdy mam tylko okazję.

Obecnie cierpię na namiar wolnego czasu, jednoczenie wcale go nie pragnąc i jedyne o czym marzę to wrócić do pracy. Wiem, że nie ja jedyna i doskonale wiecie o co mi chodzi. ALE. Pięć sezonów Breaking Bad zleciało coś podejrzanie za szybko, a nie da się spędzić całego kolejnego dnia grając w Wiedźmina bo można dostać odleżyn (odsiedzin?). Mieszkanie też już wysprzątane i to kilka razy, a przecież nawet świąt w tym roku nie będzie, żeby warto było umyć okna dla Jezusa. Tak więc padło na pierogi. Moje ulubione to pierogi mojej mamy (no oczywiście!) z kaszą gryczaną i twarogiem. Co ciekawe dopiero mieszkając już w Warszawie dowiedziałam się, że podobno nazywają się one pierogami Po Lubelsku. Co by się nawet zgadzało, bo przecież pochodzę z Lublina. Tutaj natomiast mamy mały twist ode mnie w postaci twarogu wędzonego. Nie sądziłam, że te pierogi mogą być jeszcze lepsze niż kiedyś, a jednak chyba się udało!
PIEROGI Z KASZĄ GRYCZANĄ I TWAROGIEM
Słuchajcie. Z ciastem na pierogi jest taka sprawa, że i tak zawsze robi się je na oko. Wiem, nienawidzicie zwrotu "na oko" i wcale Wam się nie dziwię, bo gdy sama stawiałam pierwsze samodzielne kroki w kuchni, oczywiście wisząc na telefonie z mamą w roli konsultanta, i ona właśnie uwielbiała mówić "na oko", w sumie to prawie na każde pytanie tak odpowiadała, a ja miałam ochotę ją udusić, albo rzucić to gotowanie w pizdu. Na szczęście nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego. Wszyscy tak robią, taki jest niezaprzeczalny fakt. Trochę mąki, trochę wrzącej wody, odrobina tłuszczu i soli i zagniatamy aż do upragnionej konsystencji, kiedy to ciasto będzie elastyczne, nie będzie się kleić do rąk, ani też nie będzie za twarde, żeby dało się je rozwałkować. No ale jeśli nigdy wcześniej nie robiliście pierogów to dam wam taki wstępny przepis. Zawsze i tak trzeba dodać trochę mąki albo wody bo w zależności od wielu różnych czynników (np mąka, wilgotność i temperatura powietrza) ciasto i tak nigdy nie będzie dwa razy takie samo. Poza tym jest też wiele różnych sposobów i modyfikacji. Jedni dodają jajko, inni nie. Jedni wolą olej, a inni masło. A z kolei sekretem mojej teściowej jest dodanie odrobiny proszku do pieczenia.

ciasto:
500g mąki pszennej
250ml wrzącej wody
30g oleju lub masła
1 łyżeczka soli


Do dużej miski wsypujemy mąkę i sól. Jeśli używamy masła to rozpuszczamy je we wrzącej wodzie lub do wody dodajemy olej. Mieszamy wszystkie składniki najpierw łyżką lub szpatułką, później już ręką zagniatamy w misce, a następnie przekładamy na blat oprószony mąką i wyrabiamy przez kilka minut. Zawijamy ciasto w folię i odstawiamy na około pół godziny. W między czasie zagotowujemy sobie wodę w dużym garnku.

Ciasto dzielimy na kilka części, rozwałkowujemy - grubość jest dowolna, jedni wolą grubsze ciasto, a inni tak cieniutkie, że aż prześwituje przez nie farsz. Wykrajamy kółka - u mnie w domu zawsze robiło się to szklanką, zresztą pewnie jak praktycznie u każdego. Na tym etapie lubię zrobić jednego pierożka, ugotować go (porządnie solimy wodę!) I sprawdzić - czy ciasto jest dobre, czy farsz nie wymaga jakiegoś doprawienia, ogólnie czy są tak pyszne, jak miały być). Jeśli wszystko jest okej to teraz czeka nas już tylko żmudna robota na pewnie więcej niż jedną godzinę.

Ogólnie pierogi to świetna rzecz do robienia w gronie rodzinnym lub przyjaciół. "Produkcja taśmowa" jest najskuteczniejsza i na pewno najprzyjemniejsza. Ktoś wałkuje i wykraja, ktoś zawija, ktoś gotuje. W przeciwnym razie grozi nam dużo niecenzuralnych słów i zaklinanie się, że nigdy więcej już tych przeklętych pierogów!


farsz:

Nie wiem czy mieliście do czynienia z pierogami po Lubelsku, ale przypominam, że to mój najulubienszy farsz pod słońcem, więc nawet jeśli brzmi dla was nieco dziwnie to musi coś w nim być :)

200g kaszy gryczanej
250g twarogu wędzonego solankowanego
100g boczku wędzonego parzonego (boczek)
1 duża cebula
Sól
Pieprz

Kaszę gotujemy w osolonej wodzie w stosunku 1:2 plus dolewamy odrobinę wody bo kasza wyjątkowo ma nie być sypka tylko taka kleista i nawet może być trochę rozgotowana. Przestudzoną kaszę mieszamy z twarogiem. Możemy sobie pomóc nieco tłuczkiem do ziemniaków albo dużą łyżką żeby składniki się ładnie połączyły. Boczek kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na patelni. Pod koniec smażenia dodajemy drobno posiekaną cebulkę i smażymy razem aż się zeszkli. Po przestudzeniu dodajemy do reszty, dodajemy sporo mielonego pieprzu i dosalamy (farsz powinien być na granicy słoności/delikatnie przesolony) i dokładnie wszystko mieszamy. Boczek jest opcjonalny, w domu rodzinnym zawsze były w wersji wege i też były przepyszne :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Lekkie kluski leniwe.

Ostatnio podzieliłam się z Wami przepisem na dietetyczne kluski. Oczywiście według niektórych nie było to kluski, bo były smażone. Dlatego też postanowiłam przygotować przepis na najprawdziwsze kluski leniwe. Bez nadmiaru mąki, masła czy tartej bułki mogą stanowić naprawdę zdrowy obiad. Wiem, że niektórzy jadają je na słodko - u mnie jednak, tylko w słonej wersji. Jako kluskomaniaczka mogłabym je jeść codziennie :)
KLUSKI LENIWE
przepis na 1 dużą porcję (około 500 kcal)
200 g chudego sera białego
65 g mąki pełnoziarnistej
1 jajko (osobno żółtko i białko)
duża szczypta soli
1 płaska łyżeczka lnu mielonego
1 płaska łyżeczka bułki tartej (najlepiej domowej, pełnoziarnistej, razowej itp)
5 g masła


W dużym garnku zagotowujemy wodę. Ser rozgniatamy widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków. Dodajemy mąkę, żółtko i sól. Białko ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy do reszty składników i delikatnie mieszamy łyżką, aż zacznie formować się ciasto. Lekko je zagniatamy i przekładamy na blat oprószony mąką. Formujemy podłużny wałeczek, spłaszczamy go i kroimy nożem na porcje. Kluski wrzucamy do osolonego wrzątku i gotujemy około półtorej minuty. Odcedzamy.
Na suchej patelni prażymy len mielony z bułką tartą. Dodajemy masło i mieszamy. Posypujemy ugotowane kluski.

środa, 10 kwietnia 2013

Dietetyczne kluski serowo- ziemniaczane.

Od dziecka byłam makaroniarą. Mogłabym jeść makaron na śniadanie, obiad i kolację. Wymiennie z żółtym serem. Wszelakie makarony i kluski - to moja wielka miłość. Teraz jednak już nie jest kolorowo, nie mogę się nimi objadać, a uściślając - jem je bardzo rzadko. Dieta redukcyjna i kluski raczej nie idą w parze. Niemalże wymazałam ze swojego jadłospisu kopytka, kluski z dziurką, serowe i tym podobne. Obecnie wspomagam się dietą IGpro na Vitalia.pl a tam w jadłospisie - niespodzianka! Kluski! Przepis lekko zmodyfikowałam i postanowiłam się nim z Wami podzielić. 
KLUSECZKI Z ZIEMNIAKÓW I TWAROGU
przepis na 1 porcję
1 mały ziemniak (50 g)
50 g sera (biały, półtłusty)
1 płaska łyżka mąki razowej (10 g)
1 łyżeczka lnu mielonego
1 jajko
20 g jogurtu naturalnego
szczypta soli
łyżka oleju rzepakowego do smażenia


Ziemniaka gotujemy (najlepiej w łupinie) w osolonej wodze. Po ugotowaniu odstawiamy do przestudzenia. Następnie w misce umieszczamy pokrojonego na kawałki ziemniaka, ser, jajko i jogurt. Ja rozgniatam wszystko na masę tłuczkiem do ziemniaków, można też użyć robota kuchennego lub blendera. Dodaję len, mąkę, sól, mieszam wszystko i odstawiam na kilka minut. Następnie rozgrzewamy olej na patelni, łyżeczką nabieramy porcję ciasta i smażymy małe placuszki na złoty kolor z obu stron.
Taka porcja ma 295 kcal. B: 21, T: 14,3, W:19,8. Za każdym razem podaję je na warzywach. Na zdjęciach są podane na rukoli, z pomidorkami koktajlowymi i posypane szczypiorkiem.

wtorek, 11 grudnia 2012

Barszcz wigilijny z pełnoziarnistymi uszkami.

Przyznam się, że niedawno zrobiłam swój pierwszy domowy barszcz. I od razu zaczęłam się zastanawiać po co korzystałam kiedyś z torebek czy butelkowych koncentratów. Zrobienie domowego barszczu jest: tanie, łatwe i dosyć szybkie. Więc teraz już nie ma wymówek. Żegnajcie gotowce, witaj pyszny domowy barszczyku.
BARSZCZ CZERWONY Z PEŁNOZIARNISTYMI USZKAMI
Uszka: 
2 szklanki mąki pełnoziarnistej 
1 jajko
Letnia woda
250 g pieczarek
20 g suszonych grzybów leśnych
2 łyżki lnu mielonego
2 łyżki otrębów
Sól i pieprz

Suszone grzyby namaczamy na noc w wodzie. Następnie w tej samej wodzie gotujemy je przez około godzinę – do miękkości. Grzyby odcedzamy, wywar odstawiamy. Na patelni szklimy cebulę, po czym dodajemy posiekane pieczarki. Smażymy je na małym ogniu przez około 10 minut. Do przestudzonych grzybów dodajemy len mielony, otręby, sól i pieprz. Całość dobrze mieszamy.

Do miski wsypujemy mąkę. Wbijamy jajko i stopniowo dolewamy wodę (około pół szklanki). Zagniatamy ciasto, aż będzie gładkie. Przykrywamy je ściereczką i odstawiamy na kilka minut. Rozwałkowujemy cienko ciasto. Szklanką wykrawamy niewielkie kółka. Na każde kładziemy pół łyżeczki farszu, składamy jak pierogi, sklejamy dwa rogi formując uszka. Gotujemy w dużej ilości osolonej wody. Wrzucamy na wrzątek i gotujemy jeszcze około minutę po wypłynięciu na powierzchnię.

Barszcz: 
2 litry wywaru warzywnego
1 litr wywaru z gotowanych grzybów
5-6 podłużnych buraków
5 ząbków czosnku
Łyżeczka suszonych ziół prowansalskich lub majeranku
Łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki octu spirytusowego
Sól i pieprz

W garnku z wodą gotujemy buraki w łupinach przez około godzinę. Po tym czasie studzimy je i obieramy (najlepiej to zrobić w rękawiczkach) i kroimy w półplasterki. Do gorącego wywaru warzywnego dodajemy pokrojone buraki, ocet, przeciśnięty przez praskę czosnek. Doprawiamy solą, pieprzem i ziołami do smaku. Gotujemy około 45 minut.