Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Kobiece warsztaty z Lubellą.

Na początku marca dostałam przemiłe zaproszenie na kobiece gotowanie z Lubellą. Na warsztatach podzieliłyśmy się na drużyny, każda miała do wyboru główny składnik - bohatera gotowania oraz mnóstwo dodatków. Można było przebierać w rożnych  rodzajach makaronu, warzywach i ziołach - ograniczała nas tylko wyobraźnia. 

Już po raz kolejny gotowałam razem z Pauliną i Kasią, z którymi regularnie widuję się na warsztatach. Spora część czasu upłynęła nam jak zwykle na ploteczkach i sączeniu wina. Przygotowałyśmy lekko orientalny makaron z łososiem i muszę przyznać, że nasze danie wyszło pyszne. Równie chętnie podjadałam również mięso - przepyszną polędwicę wołową, do której jednak przegrałam wyścig przy wybieraniu składnika :) Możecie liczyć, że przepis na nasze danie pojawi się na blogu!

Dużą atrakcją oprócz samego gotowania była obecność Piotra Ceranowicza (szefa kuchni restauracji 12 stolików) i dania, które dla nas przygotował. Piotr podglądał nasze poczynania w trakcie gotowania i w oparciu o nasze pomysły przygotował swoje, zbliżone do naszych dania, ale przygotowując mięso metodą sous vide. Po raz kolejny miałam okazję przypomnieć sobie, jak pyszne, cudownie miękkie i rozpływające się w ustach jest jest mięso przygotowane tą metodą. 

Cieszę się, że miałam możliwość wziąć udział w kolejnych fajnych warsztatach, ugotować coś pysznego, zjeść jeszcze więcej smakołyków i zobaczyć znajome twarze innych blogerek. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć z warsztatów.

niedziela, 24 listopada 2013

Warsztaty w Papaya Restaurant.

Ostatnio dostałam miłe zaproszenie na warsztaty kuchni orientalnej w warszawskiej restauracji Papaya. Moje umiejętności w tym temacie są absolutnie żadne, więc stwierdziłam, że wezmę udział w warsztatach z ogromną przyjemnością. 

Na warsztatach prowadzonych przez Macieja Stefaniuka przygotowaliśmy dwa pyszne dania - tatar z tuńczyka oraz tajską zupę, na którę podzielę się z Wami przepisami. Tatar z tuńczyka znam i lubię, natomiast zupa okazała się być pyszna, a jednocześnie prosta w przygotowaniu. Świetnie sprawdzi się w zimowe dni, bo cudownie rozgrzewa.

Dodatkową atrakcją był pokaz teppanyaki, na którym Preech Wongsomboon przygotował dla nas ryż z warzywami smażony na grillu teppan oraz krewetki i polędwicę wołową, która była chyba najpyszniejsza. Co odważniejsi mogli pogotować również w tej części, jak i pobawić się w podrzucanie jajek czy przetestowanie japońskiego grilla.
Tatar z tuńczyka z chilli i awokado 
przepis na 1 porcję

Składniki do sosu:
Czosnek 1 ząbek
Słodkie chilli ¼ szt
Kolendra 4 gałązki
Sos rybny 10 ml
Sok z cytryny 10 ml
Cukier 10 gr

Mieszamy sok z cytryny z sosem rybnym i cukrem. Dodajemy drobno posiekany czosnek, chilli i kolendrę. Wszystko mieszamy i odstawiamy do lodówki na 3 godziny

Składniki do tatara:
Tuńczyk świeży 110 gr
Avocado ½ szt
Szczypior dymka 1 szt
Cebula szalotka mała 1 szt
Kolendra 1 gałązka
Oliwa truflowa 1 łyżeczka
Pieprz do smaku

Drobno siekamy tuńczyka, szalotkę, szczypior i kolendrę. Wszystko mieszamy i doprawiamy pieprzem oraz oliwą truflową. Następnie drobno siekamy awokado. Na koniec układamy na talerzu najpierw uformowany tatar z tuńczyka a na wierzch wykładamy mus z awokado. 
Tom Kha Kai
przepis na 4 porcje 

Udko z kurczaka 1 szt
Mleko kokosowe – 0,5 l
Filet z kurczaka – 0,4 kg
Pieczarki - 4 szt.
Trawa cytrynowa – 1 szt.
Sos rybny – 4 łyżki


Zagotować 1,5 litra wody. Do wrzątku wrzucić udko z kurczaka i gotować ok. 20 min. Następnie udko wyjąć.  Do gotującego się wywaru dodać kurczaka, pieczarki i gotować ok. 10 min. Następnie dodać sos rybny, trawę cytrynową, mleko kokosowe i gotować przez kolejne 5 minut. 

środa, 25 września 2013

Makaron rządzi zdrowo w Cook Up.

Gdy dostałam zaproszenie na Laboratoria makaronowe w studiu kulinarnym Cook Up byłam niesamowicie szczęśliwa. Czemu? Po pierwsze na pewno dlatego, że kocham makaron, mogłabym jeść go codziennie i na kilogramy (gdyby nie miał kalorii!). Po drugie dlatego, że od dawna już marzyły mi się warsztaty w Cook Up'ie. Widziałam już to na zdjęciach, ale w tym studio jest naprawdę pięknie. Moje serce skradły jesienne dekoracje, idealnie wpasowujące się w zimny i wietrzny poniedziałkowy ranek. Do tego przywitało nas śniadanie, ciasta i gorąca kawa. Idealny początek dnia.
Warsztaty prowadzili między innymi: Paweł Kibart, Dominika Krzewińska i Marta Wajda. Pracę zaczęliśmy od przygotowania domowego makaronu. Był to mój pierwszy hand-made makaron w życiu i muszę przyznać, że okazało się to o wiele prostsze niż mi się wydawało - o ile oczywiście mamy maszynkę do makaronu. I jestem już pewna, że niedługo nabędę sobie takiego pomocnika, bo ręczne robienie makaronu okazało się być po prostu fajne.
Przy samym przygotowywaniu dań mogła nas ponieść fantazja. Nie mieliśmy ścisłych przepisów, których mieliśmy się trzymać.Powstało mnóstwo dań, nie jestem w stanie nawet przytoczyć wszystkich. Część widzicie na zdjęciach. Jak na mój gust za dużo było dań słodkich, bo jednak uwielbiam makaron na słono.
Laboratoria makaronowe były zorganizowane w ramach akcji Makaron rządzi zdrowo. Dziękuję za zaproszenie, miło spędzony czas i nowe umiejętności :)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Warsztaty Grycan i Lawendowy Dom.

Uwielbiam jeździć na warsztaty! Niestety bardzo rzadko dostaję na nie zaproszenia - mieszkam w mieście, w którym nikt nie organizuje takich atrakcji dla blogerów. Za to jeśli dostaję zaproszenia na warsztaty w Warszawie - za każdym razem chętnie przyjeżdżam. Dlatego niesamowicie ucieszyłam się, gdy dostałam zaproszenie od Beaty Lipov na warsztaty w jej domu, we współpracy z firmą Grycan. Od razu potwierdziłam, że przyjadę i bardzo mnie rozbawiło, że ktoś narzekał, że ma daleko, bo mieszka na Żoliborzu, a ja z Lublina chętnie przyjechałam :) Oczywiście nie żałuję. Najpierw pokażę Wam kogo spotkałam na warsztatach (zdjęcie zrobione przez męża Beaty, Lubo).
(od lewej: Beata Lipov, Dorota, Nina, Iza, Magda, Grażyna, pani Elżbieta Grycan, ja, Agata, Agnieszka, KasiaKasia)
Chciałam pokazać Wam kilka zdjęć z domu Beaty - bo jest absolutnie cudowny i totalnie mnie zauroczył. Każdy najmniejszy detal jest dopracowany - a jednak nie jest to dom sterylny i sztywny - jest tak ciepło i rodzinnie, jak tylko tylko to możliwe. 
Tak samo ciepłe i rodzinne były same warsztaty. Beata zapowiadała, że mają się odbyć w luźnej, rodzinnej atmosferze, ale nie spodziewałam się, że może się to udać tak świetnie. Ogromna w tym zasługa samej Beaty, jak i pani Elżbiety Grycan. Obie są niesamowicie miłe, sympatyczne, a ciepło wręcz od nich bije. Na początku Pani Elżbieta opowiadała nam o historii firmy i swojej rodziny, dzieciństwie i oczywiście - robieniu lodów. Następnie rozpoczęłyśmy część bardziej praktyczną - najpierw pani Elżbieta pokazała nam swój minimalistyczny deser lodowy na talerzu (sorbet gruszkowy z orzechami włoskimi w rozmarynowym karmelu i kroplą sosu balsamico), a następnie same przygotowywałyśmy podobne desery. Ja i Kasia z Foodmag.pl zrobiłyśmy sorbet z mango z sosem malinowym z miętą oraz nasturcjami.
Następne w kolejności były: warstwowy deser w wysokim, wąskim kieliszku z klasycznymi lodami waniliowymi, a kolejny - deser z trzech smaków lodów, w dużym głębokim pucharku. Niestety swoje wersje zjadłam tak szybko, że nie zdążyłam ich nawet sfotografować.
Dzięki warsztatom odkryłam nowe, pyszne smaki lodów - mieliśmy do wybory ich aż 40! Chociaż bardzo chciałam, to nie udało mi się spróbować wszystkich (może to i dobrze?), ale odkryłam pyszne lody o smaku różanym, cafe latte czy sorbet porzeczkowy. Okazało się, że beza (za którą nie przepadam) bardzo mi smakuje w połączeniu z lodami. Poznałam świetne, przydatne wskazówki, takie jak mrożenie naczyń do lodowych deserów czy nakładanie kulek na szklaną deskę i dalsze ich mrożenie - dzięki czemu deser wygląda o wiele ładniej. Natomiast w części o fotografii kulinarnej Lubo Lipov podzielił się z nami swoimi poradami w temacie fotografowania lodów, co nie jest łatwą sztuką.
Niesamowicie przyjemne popołudnie zakończyłyśmy pogaduchami na tarasie. Cieszę się, że mogłam poznać kolejne blogerki - między innymi dlatego tak bardzo lubię warsztaty. Ogromnie dziękuję Wam za miłe towarzystwo, cudowne popołudnie, a Beacie za zaproszenie i możliwość bezwstydnego obżerania się lodami!

środa, 30 stycznia 2013

Warsztaty Sante z Grzegorzem Łapanowskim.

W minioną sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez firmę Sante, w których udział wygrałam w konkursie "Śniadanie zjedz jak król". Szczerze mówiąc już nawet nie pamiętam, jaki przepis wysłałam na konkurs, ale chyba były to jakieś pyszne placuszki. Na wygranej bardzo mi zależało, bo wiedziałam, że główną nagrodą są warsztaty kulinarne (!), a na dokładkę z Grzegorzem Łapanowskim (!!). Grzegorz jest jednym z moich ulubionych polskich kucharzy, a jego filozofia bardzo przypada mi do gustu, więc możecie sobie wyobrazić moje szczęście i ekscytację, gdy okazało się, że jestem w wygranej dziesiątce.
Warsztaty były prowadzone przez Grzegorza i Agnieszkę Maciąg. Agnieszka była bardzo miła, sympatyczna i rozmowna. Grzegorz natomiast cudownie opowiadał o jedzeniu, o produktach, o gotowaniu. Można by go słuchać godzinami :) Co więcej, oboje opowiadają o jedzeniu (szczególnie tym zdrowym i naturalnym) z taką pasją, że jest ona wręcz zaraźliwa - dzięki czemu wróciłam do domu z energetycznym kopem i masą inspiracji.
Warsztaty odbywały się w studiu w centrum Warszawy. Trafiliśmy dodatkowo na piękną, słoneczną pogodę, więc warunki do gotowania, smakowania i robienia zdjęć były wręcz wymarzone.
Na początku nie obyło się bez podstaw, takich jak krojenie cebuli, siekanie, filetowanie czy kilka słów o nietypowych warzywach. Tym razem nawet ja dowiedziałam się czegoś nowego - szczególnie, jeśli chodzi o ryby i mięso. A już na pewno chciałabym mieć tak fantastyczne, ostre noże, które znacznie ułatwiają pracę w kuchni. Filetowanie ryby to wtedy łatwizna.
Gotowanie upłynęło w miłej atmosferze. Organizacja była świetna i każdy wiedział co robić. Ja miałam swój udział w przygotowaniu kuskusu z warzywami i piersi z kaczki. Gdy usłyszałam, ile dań mamy zaplanowane, myślałam, że nie ma szans, zrobić tyle w tak krótkim czasie. Okazało się jednak, że zdążyliśmy bez problemu. Co po raz kolejny pokazuje, że zdrowe i pyszne jedzenie nie musi wcale być czasochłonne.
Konsumpcję zaczęliśmy od fenomenalnych przystawek. Pomimo tego, że koziego sera nie lubię (a kocham chyba wszystkie inne sery) to buraczek z serkiem kozim, kiełkami i sosem na bazie miodu był fenomenalny - szczególnie, że ostatnio buraki są moją wielką miłością. Pyszne było też guacamole, wyraźne w smaku, lekko pikantne (dla niektórych podobno nawet za pikantne), ale dla mnie było idealne. 
Następnie przyszła kolej na zupy. Krem z soczewicy z trawą cytrynową i kurkumą (po lewej) był naprawdę świetny. Natomiast zupa rybna była taka sobie (i większość uczestników podzielało taką opinię).
Na zdjęciu po lewej znajduje się pierwszy zachwyt - kuskus z pieczonymi warzywami. Pyszny, ekspresowy w przygotowaniu i zdrowy. Dla mnie jest to danie do odtworzenia w domu i to na pewno nie raz - chociaż rozważam zastąpienie kuskusu bardziej wartościową kaszą, jak na przykład pęczakiem. Po prawej natomiast ryba z duszoną na maśle cykorią blanszowaną brukselką, boczniakami i czymś jeszcze, ale niestety nie pamiętam :)
Przepiórki pieczone w rozmarynie. Bardzo smaczne, jednak nie jest to moje ulubione mięso.
Największy zachwyt, czyli kaczka, w której przygotowaniu miałam swój duży udział :) Na pewno będę ją przygotowywać w domu, bo teraz już wiem, jak zrobić pyszną, wilgotną i soczystą pierś z kaczki. 
Rybki, czyli pstrąg i makrela. Rybki uwielbiam, szczególnie takie proste, szybkie i pyszne.
Ciasteczka owsiane przygotowywane według przepisu Agnieszki Maciąg. Bardzo smaczne, znikały w mgnieniu oka, gdy jeszcze były ciepłe. Świetne było dodanie skórki z pomarańczy, dzięki czemu ciastka miały fantastyczny aromat. Szkoda tylko, że były zrobione na zwykłej mące pszennej - ja pokusiłabym się o bardziej zdrowe modyfikacje.
Ostatnim daniem był fantastyczny deser. Musli, owoce goji, plasterki jabłka, jogurt, karmelizowany w miodzie ananas, mięta i ... papryczka chilli. Fantastyczne połączenie - szczególnie ta ożywiające mięta i papryczka, która dodawała świetny "heat" (jak mawia Gordon R.) do zimnego deseru.

Na koniec dostaliśmy książki Grzegorza i Agnieszki, ogromną pakę produktów Sante i Alpro, porobiliśmy sobie zdjęcia i z zadowoleniem na twarzach, z pełnymi brzuszkami wyruszyliśmy na warszawski mróz.

Warsztaty były świetne - najlepsze z dotychczasowych. Minęły w miłej, luźnej atmosferze. Jedzenie było proste i pyszne, przygotowanie z niedrogich i nieprzetworzonych składników - czyli tak, jak lubię najbardziej. 

Jeśli chodzi o książki, to na pewno zamieszczę na blogu ich recenzje, ale już mogę Wam powiedzieć, że jestem zachwycona książką Grzegorza (po warsztatach i nocnym włóczeniu się po Warszawie wertowałam ją do drugiej w nocy i pomimo zmęczenia nie mogłam się od niej oderwać) i polecam ją każdemu :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Relacja z warsztatów gotowania Witalność na talerzu.

Osoby, które regularnie zaglądają na mój fanpage na facebook'u, zapewne widziały informacje o Warsztatach gotowania z dietetykiem Witalność na talerzu. W poprzedni weekend (piątek) miałam przyjemność brać w nich udział i chcę się podzielić z Wami wrażeniami.
Osobiście, nie miałam żadnych konkretnych zapytań czy aspektów, na których chciałabym się skupić, bądź dowiedzieć więcej. Na samym warsztatach jednak, dowiedziałam się, że była taka możliwość - znalazła się osoba szukająca wskazówek w diecie bezglutenowej, mama wegetarianka mająca kilka pytań odnośnie karmienia maluszka oraz osoba, która nie może jeść warzyw psiankowatych. Nawet jeśli temat nie był szeroko omawiany na samych zajęciach to dziewczyny przygotowywały dodatkowe, indywidualne wskazówki. Myślę, że to fajna opcja dla osób, które mają konkretne problemy żywieniowe i nie mogą sobie z nimi poradzić.
Warsztaty były przygotowane w oparciu o menu, które wszyscy uczestnicy dostali również w wersji papierowej - łącznie z przepisami. Nie mogę co prawda za bardzo zdradzać szczegółów, ale opowiem Wam mniej więcej, jakie smakołyki mieliśmy okazję jeść i przygotowywać.
Na wejściu zostawiliśmy przywitani pysznymi, jeszcze ciepłymi muffinami (oczywiście bez cukru i glutenu) i korzennym napojem (diablo pikantny, ale w zestawie dostaliśmy również na szczęście naturalne mleko sojowe). Następnie dostaliśmy propozycję śniadaniową na słodko (z kaszą jaglaną) - wiem, że na pewno nie raz będę jeść podobne śniadania, szczególnie, że ostatnio zapoznałam się z kaszą jaglaną właśnie.
Jednym z ćwiczeń, które podobały mi się najbardziej, było przygotowywanie past kanapkowych. Każdy miał różnorodność i dowolność składników, przypraw i dodatków. Wyszła mi naprawdę pyszna pasta, którą koniecznie muszę zrobić w domu.
Warto zaznaczyć, że warsztaty były prowadzone w oparciu wyłącznie o produkty wegańskie (absolutnie nic pochodzenia zwierzęcego). Dzięki temu właśnie oswoiłam się z tofu!
W przepisach dziewczyny pokazały sporo fajnych zamienników dla niezdrowych produktów oraz sposoby na wykorzystanie produktów, które świetnie znamy i lubimy, a niekoniecznie domyślilibyśmy w jak bardzo  kreatywny sposób można je wykorzystać.
Prowadzące próbowały również przemycić nieco informacji o wchłanianiu cennych składników odżywczych (jak np. wapnia). Wiadomo jednak, że takie informacje bardzo opornie wchodzą do głowy i ciężko jest je zapamiętać. Na szczęście dostaliśmy ściągawki, do których możemy zaglądać w potrzebie.
Moim skromnym zdaniem, warsztaty były za krótkie (trwają 3 godziny). Może to dlatego, że jechałam specjalnie na nie do Warszawy? Trzeba jednak przyznać, że warsztaty są mądrze zaplanowane (nawet na krótkie zajęcia, ilość przygotowań zapewne jest ogromna), a cena jest adekwatna i moim zdaniem niewysoka - szczególnie, że często można wygrać zniżki (nawet do 50%). Jeśli chcecie zgarnąć zniżki, obserwujcie fanpage Witalność na talerzu, na którym znajdziecie wszystkie aktualności. Faktem jest, że dziewczyny pokazują, że wcale w nie długim czasie można przygotować naprawdę świetne potrawy.
Warsztaty polecam przede wszystkim osobom z niewielką wiedzą o zdrowym odżywianiu, a także tym, którzy zmuszeni są zmiany nawyków żywieniowych ze względów zdrowotnych - na przykład do wykluczenia z diety glutenu lub produktów pochodzenia zwierzęcego. Ja trochę wiedzy i zdrowym żywieniu mam, ale poznałam kilka sposobów na zastępowanie produktów zwierzęcych, zrobiłam pyszną i zdrową pastę kanapkową, mam przepis na fantastyczne burgery z ciecierzycy i wspaniałe muffiny. Mieliśmy okazję zjeść też pyszny deser, czyli zdrowe trufle - kiedyś robiłam bardzo podobne - pycha!
Więcej o samych warsztatach dowiecie się na ich stronie internetowej.
Warsztaty odbywają się co miesiąc - następna edycja w piątek, 21 września.