czwartek, 14 listopada 2013

Recenzja książki "Szczypta Smaku".

Nie jestem dobrym potencjalnym klientem, jeśli chodzi o książki kucharskie, bo kupuję je bardzo rzadko. Owszem, za każdym razem, gdy jestem w księgarni, łapię w rękę Gordona czy innego Jamiego i przeglądam, czasem nawet wzdycham z zachwytu. Na moim parapecie piętrzy się trochę książek z przepisami. Takie, na które skusiłam się ze względu na zachęcającą cenę. Inne, anglojęzyczne, wyszperane w second-handach. Bądź takie, które otrzymałam od wydawnictw. Mój problem z nimi jest taki, że prawie nigdy z nich nie korzystam. Staram się kombinować w kuchni sama, ale jeśli szukam pomysłu na wykorzystanie nowego dla mnie produktu czy oszałamiający tort - zawsze zaglądam na blogi kulinarne, a nie do książek.

Program "Rewolucja na talerzu" obejrzałam kilka razy z ciekawości. Przez jakiś czas nosiłam się nawet z zamiarem zakupienia książki Pań prowadzących program, jednak plan popadł w zapomnienie. Kilka dni temu otrzymałam do recenzji kolejną ich książkę - "Szczypta Smaku". 
Wstęp książki był bardzo obiecujący. Autorki mówią w nim o tym, że lubią jeść, nie lubią się odchudzać i, że nie warto marnować na to życia. Po części oczywiście zgodzę się, że odżywiać trzeba się mądrze, że nie warto stosować drakońskich diet. Ale powiedzenie komuś, kto szuka właściwej drogi "jedzmy zgodnie z potrzebami ciała, nasycając zmysły i żołądek" jest, delikatnie mówiąc, niewłaściwą poradą.

Pierwszym rozczarowaniem była ilość przepisów. Przeglądając podrozdziały ("romantyczna kolacja, obiad rodzinny, lunchbox, kanapki inaczej, śniadania inaczej, słodkości z piekarnika, francuskie inspiracje, włoska mamma") spodziewałam się mnogości przepisów. Jednak każdy kolejny rozdział następował zbyt szybko. W każdym rozdziale mamy po trzy przepisy - co oznacza potraktowanie tematu pobieżnie i ogromny niedosyt. Stanowczo lepiej byłoby skupić się na przykład na czterech głównych tematach, gromadząc w nich więcej przepisów.

Kolejnym minusem jest dla mnie niedokładność przepisów. Po pierwsze nie ma podanej ilości porcji, a to w przepisach drażni mnie bardzo. Przy pieczeniu deserów nie ma podanych wielkości form do pieczenia. Dla mnie osobiście dużym minusem jest brak podanej kaloryczności i makroskładników. Może i liczenie kalorii kłóci się z poglądami autorek, ale jeśli mówimy o zdrowym, racjonalnym odżywianiu - taka informacja powinna się znaleźć. W programie "Rewolucja na talerzu" było to podane, tak jak i porównanie do tradycyjnej wersji dania.

Jak zwykle w tego typu książkach rozczarowały mnie desery. Biały cukier, biała mąka itp. Jakoś w żadnej książce ze zdrowszymi czy mniej kalorycznymi przepisami nie znalazłam jeszcze ciekawych deserów. Zazwyczaj są to klasyczne propozycje w mniejszych porcjach. A przecież desery to ogromne pole do popisu!

Cieszy mnie natomiast, że i w Polskich książkach zaczynamy mieć ładniejsze zdjęcia potraw. Zdjęcia są co prawda bardzo nierówne, jedne lepsze, inne gorsze, ale niektóre naprawdę przyciągają oko. Plusem jest też mało wygórowana cena (24,90). Kupić można, ale czy warto? W książce znajdują się 24 niezbyt odkrywcze przepisy. Jeśli lubicie programy Agaty i Olgi - zapewne kupicie tę książkę. Jeśli nie, to myślę, że jest wiele ciekawszych propozycji na półkach w księgarniach.

23 komentarze:

  1. Dziękuję za tę recenzję !!! od kilku dni oglądałam ją na stronie Empiku , miałam specjalnie pojechać i już nie będę tracić czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tych pań nie lubię, drażnią mnie niemożliwie. Do książki zajrzę na pewno w empiku, ale kupić na pewno nie kupię (;

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie tez zawsze zastanawia, dlaczego te wszystkie persony kulinarne poddają się w kwestii dietetycznych deserów. Nic wielkiego nie trzeba zrobić, by stworzyć coś zdrowego i dobrego, akurat słodka tematyka jest moim zdaniem nawet mniej wymagająca od wytrawnej. Może jak się chce mieć fajną książkę o deserach, trzeba ją wydać samemu?:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż...ja mam "problem" z tymi paniami. Doceniam co robią i nawet parę przepisów zrobiłam z programu. Jednak ich duet niesamowicie mnie irytuje, taki "psiapsióły" co by sobie z dziubków miód spijały. Nie lubię, po prostu.
    Z tego co piszesz to przepisy w książce są jota w jotę ściągnięte z programu. Dziękuję za recenzję. Raczej nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie lubię ich ,bo wg mnie są sztucznie miłe ... teraz okazało się,że Pani ,która była pulchna jest ładniejsza od dietetyczki ;p to tak na marginesie. Program oglądałam ,bo lubię kulinarne programy ,ale książki też nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się wydaje, że schudła, za to dietetyczka nie powala jakoś nieziemsko swoją figurą. W dodatku wydaje mi się, że to Pani Olga ma więcej dzieci i jest starsza, więc ma więcej wymówek:)

      Usuń
    2. teraz dietetyczka żyje w cieniu :D

      Usuń
    3. "dietetyczka nie powala nieziemsko swoją figurą"- jestem pewna, że waga Pani Agaty jest w normie. Takie stwierdzenia są dowodem na to, jak ogromny wpływ na ludzi mają media. Wylansowany model kobiety-wieszaka sprawił, że tylko ludzie z niedowagą mogą się szczycić określeniem szczupły, a jak ktoś ma wagę w normie, to już "nie powala figurą". To tak btw.

      Usuń
  6. w końcu ktoś mówi o tych nieszczęsnych deserach! tyle pełnoziarnistych mąk, zastępników cukru, owoców, a wciąż królują stosunkowo niskokaloryczne, ale niezdrowe... co do książki to po Twojej recenzji na pewno jej nie kupię, tym bardziej, że nie widziałam nigdy programu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Eee... 24 przepisy, cukier i biała mąka? Słabo, po prostu słabo, tego się nie spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam wrażenie (generalizuję w tym momencie oczywiście), że cały ten szał kucharzenia, pichcenia to tylko-aż kwestia zerżnięcia starych sprawdzonych przepisów, zmieniając co najwyżej "oregano" na "zioła prowansalskie" i, co najważniejsze pstryknięciu powalających na kolana i nie tylko zdjęć. Zero polotu jakiegokolwiek. Taka moda, ot co. Raz wszyscy tańczyli, potem śpiewali, teraz gotują. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. tym bardziej, że wszystkie odcinki i te same przepisy dostępne są na tvn playerze i można sobie spisać jeśli się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to tym gorzej! Myślałam, że książka zawiera przepisy, których w programie nie było...

      Usuń
  10. Starasz się kombinować w kuchni sama, ale przepisy na blogu przeważnie są kopią tego, co pojawiło się na innych stronach ;) Z książek może nie zrzynasz, ale od konkurencji już chyba tak. Jeden zmieniony składnik, inna aranżacja, ale innowacji żadnej. A książka mizerna, przejrzałam w księgarni i moim zdaniem 25 zł za tego rodzaju publikację to zdecydowanie za dużo. Dla porównania, też niedawno wydana Uczta lodu i ognia kosztuje niespełna 40 zł i jest świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc raczej nie chodzę po innych blogach (szczególnie dietetycznych) i od nikogo nic nie kopiuję. Jeśli korzystam lub inspiruję się innymi przepisami to zawsze linkuję do źródła. Nikt nigdy nie zarzucił mi kopiowania, więc myślę, że albo zarzut jest naciągany, albo czasem następuje jakaś przypadkowa zbieżność (co się czasem zdarza). Raczej zauważyłam, że sytuacja działa w druga stronę - to ja dostaję sygnały, że moje przepisy są plagiatowane.

      Usuń
    2. Kto konkretnie plagiatuje?

      Usuń
    3. Zazwyczaj są to mniejsze blogi, a gdy dostaję takie sygnały od moich czytelników - staram się delikatnie sprawiać, aby moje przepisy były podpisywane lub znikały :)

      Usuń
  11. Całe szczęście, od dietetycznych deserów mamy Ciebie! :) Nawet polecałam Cię czytelnikom, w którejś z ostatnich notek na blogu - naprawdę, na tym polu jesteś niezastąpiona.

    OdpowiedzUsuń
  12. Biorąc pod uwagę, że jedna z autorek schudła ostatnio z 15kg to info, że nie lubi się odchudzać do mnie nie trafia (tym bardziej, że ważąc więcej też odżywiała się zdrowo). Mam niestety alergię na obydwie panie, nie jestem w stanie ich słuchać ani na nie patrzeć, natomiast w programie "Rewolucja na talerzu" było dużo fajnych pomysłów na "odchudzone" jedzenie, a nadal pyszne. Oglądanie ich jest ponad moje siły, ale korzystałam z przepisów na stronie, potem zamówiłam książkę jak wyszła i okazało się, że jest w niej to samo co w Internecie za darmo na oficjalnym portalu. Nieco żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście coś za dużo wzięły sobie rozdziałów na głowę, lepiej mniej, a z lepszym efektem. Co do zdrowszych deserów w książkach to prawda, nie ma rewelacji, ale ... jest jednak Pani, która daje popis na tym polu, Sophie Dahl, bardzo przypadła mi do gustu :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki za recenzję!
    Program lubię, a raczej ich przepisy, same dziewczyny widzę, że nie tylko mnie irytują.
    Za taką cenę nie opłaca się kupować książki z paroma przepisami, w dodatku niekoniecznie zdrowymi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamietam panie z programu "Rewolucja na talerzu". Tęsknie za tym orogramem. Pani Olga zrzuciła zbędne kg jak widać. gratulacje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przychylamy się do negatywnych odczuć, zwłaszcza, że czarę goryczy przechylił właśnie dział Desery. To takie nieuczciwe traktowanie czytelnika. Mamy wrażenie, że przyświeca temu hasło "Zróbmy rewolucję żywieniową, ale nie zmieniajmy przyzwyczajeń, czyli nie zróbmy prawie nic". Szkoda, bo jeśli ludzie już wydają pieniądze na książki kucharskie, to powinni dostać wartościowe treści idące w zgodzie z tytułem.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...