wtorek, 17 września 2013

Z wizytą w hodowli Baziółka.

Na poprzednią sobotę dostałam przemiłe zaproszenie do siedziby firmy Swedeponic na zwiedzanie hodowli ziół pod Grodziskiem Mazowieckim i obiad degustacyjny z okazji inauguracji marki Baziółka. Nie było konieczności opisywania tego na blogu, ale stwierdziłam, że pokażę Wam, jak było - bo było naprawdę cudownie i pięknie. Po pierwsze spotkałam znane mi już blogerki oraz poznałam kilka nowych, przemiłych osób, które mam nadzieję spotkać ponownie.

Swedeponic to polska firma produkująca zioła, z ponad piętnastoletnim stażem. Produkują mnóstwo rodzajów ziół, większość z tych, które widujecie w marketach.Teraz sprzedają zioła doniczkowe pod nową, własną marką - Baziółka. Zioła są hodowane bez użycia pestycydów, są to nasiona wysokiej jakości, a oko cieszą ich piękne opakowania. W ogóle widzę, że mają bardzo nowatorskie (jak na polski rynek) podejście. Mają cudowne zdjęcia, świetne przepisy i przywiązują dużą uwagę do wizualnej strony całego przedsięwzięcia.

Wycieczkę ropoczęliśmy od zwiedzania całej hodowli. Muszę przyznać, że połacie zieleni dookoła niesamowicie cieszą oko. Dodatkowo, w zimie roślinki są doświetlane lampami imitującymi światło słoneczne, więc śmiałam się, że powinnam się tam zatrudnić na okres zimowy - byłby to idealny sposób na uniknięcie jesienno-zimowej chandry. Oglądanie zaczęliśmy od roślin gotowych do spakowania i sprzedania. Gdy szliśmy wzdłuż szklarni roślinki były coraz mniejsze - aż po te świeżo zasiane, na samym końcu. Można więc nazwać to "produkcją ziół" - znajdują się na przesuwanych stołach, te spakowane robią miejsce na nowe sadzonki na samym końcu. Poznaliśmy też nieco ciekawostek - jak na przykład to, że większość ziół w marketach to właśnie te od firmy Swedeponic - są po prostu różnie obrandowane, w zależności od sklepu. Widzieliśmy też specjalne mszyce, które są "dopuszczane" do ziół, żeby nie było im zbyt łatwo.
Następnie przeszliśmy do głównej atrakcji, czyli obiadu. Po pierwszę muszę wspomnieć o wystroju, który był po prostu idealny i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Spójrzcie tylko na te skrzynki z ziołami czy na te zioła w słoikach zawieszone pod sufitem. Czy nie wygląda to cudownie? Aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie da się przemycić takich pomysłów w domowym wnętrzu.
Samo przeczytanie menu zapowiadało rozkosz dla podniebienia i dużo pomysłów na wykorzystanie świeżych ziół. I tak  było faktycznie. Dodatkowo, potrawy były przygotowywane na naszych oczach, co dodatkowo zaostrzało apetyt i potęgowało doznania. Nad całym obiadem czuwał Witek Iwański, szef kuchni w restauracji Aruana w hotelu Narvil.
Obiad zaczęliśmy od amuse bouche, który naprawdę zachwycał - zielony brioche z bazylii i pietruszki z brązowym masłem i solą majerankową. Przepyszny, rozpływający się w ustach, a sól ziołowa to cudowny pomysł, który na pewno wykorzystam w mojej kuchni.
Dodatkiem był sok z pomidorów malinowym z palonym porem i oliwą z czerwonej bazylii. Muszę przyznać, że był to najlepszy sok pomidorowy (i w ogóle warzywny), jaki w życiu piłam!
Przystawka to pieczone w kolendrze szparagi z kolendrową pianą, szałwiowym ciastkiem i pestkami dyni.
Druga przystawka - łosoś, kompresowane z koprem ogórki, koperek i emulsja z estragonu. Na pierwszy rzut oka łosoś wygląda na surowego. Był jednak pieczony metodą sous vide - pakowany próżniowo, pieczony długo, ale w niskiej temperaturze, następnie chłodzony w lodzie. Dzięki temu łosoś rozpływał się pod lekkim dotykiem widelca, był obłędnie delikatny i "maślany".
Jako intermezzo podano lody waniliowo-rozmarynowe z białym octem i pieprzem. Może brzmi to dziwnie, ale były przepyszne - na pewno byłoto jeden z najjaśniejszych punktów całej uczty, a ja ochoczo skorzystałam z możliwości dokładki.
Danie główne to kurczak w lubczyku ze szczypiorkowym żółtkiem i esencją z trybuli. Ponownie - przygotowany metodą sous vide, delikatny i rozpływający się w ustach. A do tego cudowne, rozpływające się żółtko, czyli dokładnie takie, jakie lubię najbardziej.
 Na deser podano sezonowe owoce z domową, miętową czekoladą.
W ramach zwięczenia całej uczty wystąpiło petit four - obłędne czekoladowe trufle. Jedne z tymiankiem i białym kremem, drugie ze stevią i miodem.
Na koniec każdy dostał śliczną skrzynkę z zapasem ziół do domu, które już zaczęłam wykorzystywać w kuchni. Dziękuję firmie Swedeponic na zaproszenie na przemiłe spędzanie soboty :) Więcej zdjęć znajdziecie na fanpejdżu Baziółki.

10 komentarzy:

  1. Wszystko wygląda cudownie i muszę przyznać,że aż zgłodniałam! Niestety pewnie bez zaproszenia nie ma możliwości odwiedzin hodowli?

    OdpowiedzUsuń
  2. to jest wycieczka :) jak można otrzymać zaproszenie ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to zwykle bywa - firma zorganizowała spotkanie dla blogerów i zaprosiła wybrane przez siebie osoby :)

      Usuń
  3. O mamo, ale przygoda. Tak zielona sceneria aż przyprawia o zawrót głowy (w pozytywnym znaczeniu! ;). No i ta uczta. Po prostu pierwsza klasa. Taka zabawa smakiem, no wyjść z podziwu nie mogę ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. The wwe 2k18 android video game on your gadget. wwe2k18.co The brand-new function Be like nobody is included in this brand-new variation.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myloweslife will certainly provide you your password as well as username. myloweslife You could discuss your trouble in the remark area which we will certainly resolve for you.

    OdpowiedzUsuń
  6. Upon arrival and also call your veterinarian prior to you open any provider doors. Author at litterboxhub You have actually relocated-even if it's in the very same city.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...